O DAWNYCH AUKCJACH KSIĄŻEK
w Rzeczypospolitej
w XVII i XVIII wieku
dr J. Jakubowski, 20.IV.2026

Z RĄK DO RĄK – "PER MEDIUM AUCTIONIS"
W sposób oczywisty aukcje nie są jedyną formą sprzedaży książek i nie tylko one umożliwiają obieg bibliofilskich rarytasów – wie o tym każdy, kto wędrował po antykwariatach książkowych (dawniej nazywanych „księgarniami sortymentowymi czyli składowymi [ew.] antykwarskimi” (por. Nieć [2016], s. 25) w poszukiwaniu interesujących nabytków. Co więcej, aukcje nie są również pierwszym ze sposobów sprzedaży, które zostały wymyślone i rozpropagowane pomiędzy ‘ludźmi książki’ (tą szczególną formę sprzedaży przez blisko trzy stulecia poprzedzała aktywność wyspecjalizowanych bibliopoli, zajmujących się dostarczaniem książek „pod zamówienie”, jak również szeroko zakrojona działalność drukarzy, prowadzących sprzedaż książek własnych i cudzych, zarówno nowych jak i używanych). Niemniej, historia aukcyjnego rynku książki od stuleci wpisana jest w europejską – w tym polską – kulturę książki i wciąż trwa, rozwijana za sprawą technologicznych zdobyczy współczesnej cywilizacji.
Usystematyzowana, historyczna refleksja nad zjawiskiem aukcyjnej sprzedaży książek w Rzeczypospolitej jest wynikiem badań prowadzonych stosunkowo niedawno, pod koniec XX i w pierwszych dziesięcioleciach XXI w. Ważnym osiągnięciem, syntetyzującym zagadnienie w oparciu o szeroki materiał źródłowy, była praca Iwony Imańskiej „Per medium auctionis. Aukcje książek w Rzeczypospolitej (XVII–XVIII w.)” [Toruń 2013].
W sposób oczywisty aukcje nie są jedyną formą sprzedaży książek i nie tylko one umożliwiają obieg bibliofilskich rarytasów – wie o tym każdy, kto wędrował po antykwariatach książkowych (dawniej nazywanych „księgarniami sortymentowymi czyli składowymi [ew.] antykwarskimi” (por. Nieć [2016], s. 25) w poszukiwaniu interesujących nabytków. Co więcej, aukcje nie są również pierwszym ze sposobów sprzedaży, które zostały wymyślone i rozpropagowane pomiędzy ‘ludźmi książki’ (tą szczególną formę sprzedaży przez blisko trzy stulecia poprzedzała aktywność wyspecjalizowanych bibliopoli, zajmujących się dostarczaniem książek „pod zamówienie”, jak również szeroko zakrojona działalność drukarzy, prowadzących sprzedaż książek własnych i cudzych, zarówno nowych jak i używanych). Niemniej, historia aukcyjnego rynku książki od stuleci wpisana jest w europejską – w tym polską – kulturę książki i wciąż trwa, rozwijana za sprawą technologicznych zdobyczy współczesnej cywilizacji.
Usystematyzowana, historyczna refleksja nad zjawiskiem aukcyjnej sprzedaży książek w Rzeczypospolitej jest wynikiem badań prowadzonych stosunkowo niedawno, pod koniec XX i w pierwszych dziesięcioleciach XXI w. Ważnym osiągnięciem, syntetyzującym zagadnienie w oparciu o szeroki materiał źródłowy, była praca Iwony Imańskiej „Per medium auctionis. Aukcje książek w Rzeczypospolitej (XVII–XVIII w.)” [Toruń 2013].
MISTRZ CEREMONII – "LICYTATOR" VEL "AUKCJONATOR"
Dowiadujemy się z niej, że pierwsza (udokumentowana!) aukcja książek na ziemiach polskich odbyła się w Prusach Królewskich w Gdańsku w roku 1672 – licytowano wówczas księgozbiór zmarłego pastora, Jakuba Zetzke (por. s. 58–59). Zdarzenie to miało miejsce kilkadziesiąt lat po wprowadzeniu aukcji książek w obieg kultury europejskiej przez sprzedawców holenderskich. Nie był to ani pierwszy ani odosobniony przypadek, gdy ośrodek gdański plasował się w awangardzie, skutecznie implementując w Rzeczypospolitej tendencje, nieco wcześniej obecne w Europie zachodniej.
W krajach europejskich organizatorami dawnych aukcji książkowych (XVI–XVIII w.) najczęściej byli księgarze – w Polsce bywało z tym różnie, zdarzało się, że aukcje organizowali introligatorzy oraz wydawcy, z czasem doszło jednak do profesjonalizacji zajęcia i pojawili się zawodowi licytatorzy (zwani w literaturze przedmiotu również ‘aukcjonatorami’) (por. s. 168).
W Gdańsku byli oni zobligowani do złożenia przed Radą przysięgi zawodowej oraz do postępowania zgodnie z regułami przez Radę miejską określanymi. Licytator (niem. Ausrufer [dosł. „wywoływacz”]) należał do puli urzędów dzierżawnych, za wykonywanie których należało uprzednio słono zapłacić swoistą „opłatę dzierżawną” (z czego wnosić można, że samo zajęcie było działalnością intratną, gdyż w całym wieku XVIII wciąż znajdowali się chętni na wykup nie taniego przecież „abonamentu”).
Dowiadujemy się z niej, że pierwsza (udokumentowana!) aukcja książek na ziemiach polskich odbyła się w Prusach Królewskich w Gdańsku w roku 1672 – licytowano wówczas księgozbiór zmarłego pastora, Jakuba Zetzke (por. s. 58–59). Zdarzenie to miało miejsce kilkadziesiąt lat po wprowadzeniu aukcji książek w obieg kultury europejskiej przez sprzedawców holenderskich. Nie był to ani pierwszy ani odosobniony przypadek, gdy ośrodek gdański plasował się w awangardzie, skutecznie implementując w Rzeczypospolitej tendencje, nieco wcześniej obecne w Europie zachodniej.
W krajach europejskich organizatorami dawnych aukcji książkowych (XVI–XVIII w.) najczęściej byli księgarze – w Polsce bywało z tym różnie, zdarzało się, że aukcje organizowali introligatorzy oraz wydawcy, z czasem doszło jednak do profesjonalizacji zajęcia i pojawili się zawodowi licytatorzy (zwani w literaturze przedmiotu również ‘aukcjonatorami’) (por. s. 168).
W Gdańsku byli oni zobligowani do złożenia przed Radą przysięgi zawodowej oraz do postępowania zgodnie z regułami przez Radę miejską określanymi. Licytator (niem. Ausrufer [dosł. „wywoływacz”]) należał do puli urzędów dzierżawnych, za wykonywanie których należało uprzednio słono zapłacić swoistą „opłatę dzierżawną” (z czego wnosić można, że samo zajęcie było działalnością intratną, gdyż w całym wieku XVIII wciąż znajdowali się chętni na wykup nie taniego przecież „abonamentu”).


DURA LEX, SED LEX
Podczas aukcji książkowych funkcjonowały przepisy, wzorowane na rozwiązaniach znanych ze Zjednoczonych Prowincji Niderlandów oraz północnych Niemiec. Najpowszechniejsza z reguł (wymienianych we wstępach do zachowanych gdańskich katalogów aukcyjnych k. XVII i XVIII w., np. aukcji książek lekarza i przyrodnika Georga Segera [Segerusa]) jasno określała, że aukcję wygrywa ten, kto „da więcej” a właściwie „najwięcej”.
Aukcjonator był zobligowany na tydzień przed aukcją przedstawić Radzie miasta katalog oraz udostępnić do wglądu książki, ułożone w porządku katalogowania. Miał również obowiązek udostępnić książki „do porównania stanu zachowania” potencjalnym nabywcom, którym uprzednio rozesłał drukowany katalog aukcyjny (por. s. 249).
Przepisy określały również, jak długo (i gdzie) można było oglądać książki przed aukcją oraz jak długo wolno było czekać (zwlekać? przeciągać?) z zapłatą i wykupem wylicytowanych pozycji (zwykle do kilku dni po aukcji, z rzadka do kilku tygodni). Ze względów praktycznych aukcje często odbywały się w domu zmarłego czyli naturalnym miejscu przechowywani księgozbioru. Po przeniesieniu książek organizowano je również w miejscu wybranym przez licytatora – w jego domu, zakładzie pracy lub lokalu, wskazanym przez miasto (w Gdańsku był to Dom Tragarzy przy ul. Piwnej (por. s. 237) oraz reprezentacyjnym Dwór Artusa).
Podczas aukcji książkowych funkcjonowały przepisy, wzorowane na rozwiązaniach znanych ze Zjednoczonych Prowincji Niderlandów oraz północnych Niemiec. Najpowszechniejsza z reguł (wymienianych we wstępach do zachowanych gdańskich katalogów aukcyjnych k. XVII i XVIII w., np. aukcji książek lekarza i przyrodnika Georga Segera [Segerusa]) jasno określała, że aukcję wygrywa ten, kto „da więcej” a właściwie „najwięcej”.
Aukcjonator był zobligowany na tydzień przed aukcją przedstawić Radzie miasta katalog oraz udostępnić do wglądu książki, ułożone w porządku katalogowania. Miał również obowiązek udostępnić książki „do porównania stanu zachowania” potencjalnym nabywcom, którym uprzednio rozesłał drukowany katalog aukcyjny (por. s. 249).
Przepisy określały również, jak długo (i gdzie) można było oglądać książki przed aukcją oraz jak długo wolno było czekać (zwlekać? przeciągać?) z zapłatą i wykupem wylicytowanych pozycji (zwykle do kilku dni po aukcji, z rzadka do kilku tygodni). Ze względów praktycznych aukcje często odbywały się w domu zmarłego czyli naturalnym miejscu przechowywani księgozbioru. Po przeniesieniu książek organizowano je również w miejscu wybranym przez licytatora – w jego domu, zakładzie pracy lub lokalu, wskazanym przez miasto (w Gdańsku był to Dom Tragarzy przy ul. Piwnej (por. s. 237) oraz reprezentacyjnym Dwór Artusa).
W przypadku sytuacji konfiktowej – gdy aukcjonator nie był w stanie jasno określić, kto właściwie wygrał licytację (tumult wywołany emocjami? prywatne niesnaski?) – o wyniku aukcji rozstrzygano drogą losowania (por. s. 177–179). Książki licytowano w dwóch turach – przed oraz popołudniowej, w każdej ok. 250-300 pozycji, a zatem ok. 500 pozycji inwentarzowych dziennie. Z tego powodu sprzedaż w 1727 r. całej biblioteki znanego bibliofila i gdańskiego rajcy Friedricha Fabriciusa – kolekcja obejmowała blisko 4000 woluminów (sic!) – zajęła aż 8 dni roboczych (por. s. 252).
Z KSIĘGOZBIORÓW ZNAKOMITYCH DO ... JESZCZE LEPSZYCH!
W aukcjach najcześciej uczestniczyli lokalni czytelnicy i kolekcjonerzy, choć nie brakowało również wyspecjalizowanych agentów, który kupowali książki na zlecenie bibliofilów zagranicznych (o gdańskich aukcjach książek informowano w czasopismach Prus Królewskich a także w periodykach Królestwa Prus, więc wieści o „rarytasach” roznosiły się skutecznie i na szeroką skalę). Najlepsze gdańskie biblioteki trafiły tym sposobem do księgozbiorów królewskich – ok. 200 książek ze spuścizny po Janie Heweliuszu nabył król Polski Jan III Sobieski (aukcja w 1688 r.), mecenas i wielki orędownik badań gdańskiego astronoma. Z kolei spuściznę wybitnych gdańskich lekarzy, przyrodników i kolekcjonerów naturliów – Christopha oraz Johanna Ch. Gottwaldów – nabył car Rosji Piotr I do Petersburga (naturalia) oraz wydawca z Norymbergi Gabriel N. Raspe (ilustracje, płyty miedziorytnicze oraz rękopisy).
Dzięki najnowszym badaniom Katarzyny Pękackiej-Falkowskiej dowiadujemy się także jakie rekordy aukcyjne odnotowano w poł. XVIII w. podczas licytacji znamienitej biblioteki gdańskich naturalistów Jacoba Breynego oraz jego syna Johanna Philippa Breynego – otóż pośród 3683 "tytułów", licytowanych w latach 1765–1766, około 100 rarytasów zostało sprzedanych w cenie przewyższającej 20 florenów (przy czym kwota ta stanowiła wówczas np. ćwierć rocznej pensji woźnicy). W większości były to bogato ilustrowane, często ręcznie kolorowane, edycje przyrodnicze, pośród których absolutny rekord aukcyjny 200 florenów (sic! = dwuipółroczna pensja pracownika fizycznego) uzyskano za Marka Catesby’ego "Natural history of Carolina, Florida, and the Bahama Islands" (1729–1747), zakupione do znamienitej gdańskiej biblioteki Rosenbergów (por. Pękacka-Falkowska, s. 342). Warto nadmienić, że na dzisiejszym światowym rynku antykwarycznym ta sama edycja wyceniana jest na ok. 300.000 USD, co wielokrotnie przewyższa (i tak ogromną) równowartość 200 florenów w 1765 r. ...
LITERATURA:
Imańska I., Per medium auctionis. Aukcje książek w Rzeczypospolitej (XVII–XVIII w.), Toruń 2013.
Nieć G., Wtórny rynek książki w Polsce, Kraków 2016.
Pękacka-Falkowska K., The value of books: Johann Philipp Breyne (1680–1764), Carl Linnaeus (1707–1778), and natural history libraries, "Archives of Natural History" 2025, 52/2, s. 324–351.
Z KSIĘGOZBIORÓW ZNAKOMITYCH DO ... JESZCZE LEPSZYCH!
W aukcjach najcześciej uczestniczyli lokalni czytelnicy i kolekcjonerzy, choć nie brakowało również wyspecjalizowanych agentów, który kupowali książki na zlecenie bibliofilów zagranicznych (o gdańskich aukcjach książek informowano w czasopismach Prus Królewskich a także w periodykach Królestwa Prus, więc wieści o „rarytasach” roznosiły się skutecznie i na szeroką skalę). Najlepsze gdańskie biblioteki trafiły tym sposobem do księgozbiorów królewskich – ok. 200 książek ze spuścizny po Janie Heweliuszu nabył król Polski Jan III Sobieski (aukcja w 1688 r.), mecenas i wielki orędownik badań gdańskiego astronoma. Z kolei spuściznę wybitnych gdańskich lekarzy, przyrodników i kolekcjonerów naturliów – Christopha oraz Johanna Ch. Gottwaldów – nabył car Rosji Piotr I do Petersburga (naturalia) oraz wydawca z Norymbergi Gabriel N. Raspe (ilustracje, płyty miedziorytnicze oraz rękopisy).
Dzięki najnowszym badaniom Katarzyny Pękackiej-Falkowskiej dowiadujemy się także jakie rekordy aukcyjne odnotowano w poł. XVIII w. podczas licytacji znamienitej biblioteki gdańskich naturalistów Jacoba Breynego oraz jego syna Johanna Philippa Breynego – otóż pośród 3683 "tytułów", licytowanych w latach 1765–1766, około 100 rarytasów zostało sprzedanych w cenie przewyższającej 20 florenów (przy czym kwota ta stanowiła wówczas np. ćwierć rocznej pensji woźnicy). W większości były to bogato ilustrowane, często ręcznie kolorowane, edycje przyrodnicze, pośród których absolutny rekord aukcyjny 200 florenów (sic! = dwuipółroczna pensja pracownika fizycznego) uzyskano za Marka Catesby’ego "Natural history of Carolina, Florida, and the Bahama Islands" (1729–1747), zakupione do znamienitej gdańskiej biblioteki Rosenbergów (por. Pękacka-Falkowska, s. 342). Warto nadmienić, że na dzisiejszym światowym rynku antykwarycznym ta sama edycja wyceniana jest na ok. 300.000 USD, co wielokrotnie przewyższa (i tak ogromną) równowartość 200 florenów w 1765 r. ...
LITERATURA:
Imańska I., Per medium auctionis. Aukcje książek w Rzeczypospolitej (XVII–XVIII w.), Toruń 2013.
Nieć G., Wtórny rynek książki w Polsce, Kraków 2016.
Pękacka-Falkowska K., The value of books: Johann Philipp Breyne (1680–1764), Carl Linnaeus (1707–1778), and natural history libraries, "Archives of Natural History" 2025, 52/2, s. 324–351.
