JAK TO SIĘ ZACZĘŁO?
– ze wspomnień bibliofila...
Cz. I.
T. Kaleta, 5.XI.2025
Kiedy byłem mały rodzice często brali mnie w odwiedziny do pradziadków. Mieszkali w starym drewnianym domu z ogrodem, na obrzeżach. To była cała wyprawa, bo my akurat mieszkaliśmy na przeciwległym krańcu miasta. Samochodu nie mieliśmy, więc pozostawał transport czerwonym autobusem. Chodziły rzadko, niemal zawsze przepełnione (lata 1974–1978). Babcia, mała drobna i siwiuteńka. Dziadek, wysoki, z sumiastym wąsem, przygłuchy. Dom, ze skrzypiącymi podłogami, pełen starych mebli i przedmiotów wydawał mi się wiekowy, tak jak pradziadkowie. Pamiętam rzeźbiony wysoki fotel, oleodruki na ścianach, wiszący zegar z napisem na wahadle "Le Roi Paris", kuchnię wypełnioną dziwacznymi i tajemniczymi naczyniami i przyrządami.
Odkąd nauczyłem się czytać, byłem "pożeraczem" książek. Pewnego dnia babcia pokazała mi tanie kieszonkowe wydanie Mickiewicza z serii "Książki dla wszystkich" wydawnictwa Arcta. Zaczytane. Początek XX wieku. W wierszu "Śmierć Pułkownika" pamiętam wykropkowane przez rosyjską cenzurę fragmenty tekstu. Pomyślałem: Jaka stara książka! Później myślałem wielokrotnie - gdybym tak miał całą bibliotekę takich skarbów byłbym szczęśliwy, ale to marzenie nigdy się nie spełni. Przecież takie książki są tylko w muzeach i bibliotekach. O rynku antykwarycznym nie miałem wtedy pojęcia
Po domu pradziadków nie ma już śladu. Pod koniec lat 80-tych wybudowano obok bloki mieszkalne. Pozostała stara lipa z tabliczką "Pomnik przyrody", a ja siedzę w swojej bibliotece pełnej starych książek...
O tych książkach, o niezwykłych historiach związanych z ich poszukiwaniem, o nieprawdopodobnych zbiegach okoliczności i antykwarycznych przygodach oraz ludziach chorych na tą nieuleczalną przypadłość zwaną bibliomanią, będę wam opowiadał.
Odkąd nauczyłem się czytać, byłem "pożeraczem" książek. Pewnego dnia babcia pokazała mi tanie kieszonkowe wydanie Mickiewicza z serii "Książki dla wszystkich" wydawnictwa Arcta. Zaczytane. Początek XX wieku. W wierszu "Śmierć Pułkownika" pamiętam wykropkowane przez rosyjską cenzurę fragmenty tekstu. Pomyślałem: Jaka stara książka! Później myślałem wielokrotnie - gdybym tak miał całą bibliotekę takich skarbów byłbym szczęśliwy, ale to marzenie nigdy się nie spełni. Przecież takie książki są tylko w muzeach i bibliotekach. O rynku antykwarycznym nie miałem wtedy pojęcia
Po domu pradziadków nie ma już śladu. Pod koniec lat 80-tych wybudowano obok bloki mieszkalne. Pozostała stara lipa z tabliczką "Pomnik przyrody", a ja siedzę w swojej bibliotece pełnej starych książek...
O tych książkach, o niezwykłych historiach związanych z ich poszukiwaniem, o nieprawdopodobnych zbiegach okoliczności i antykwarycznych przygodach oraz ludziach chorych na tą nieuleczalną przypadłość zwaną bibliomanią, będę wam opowiadał.
