O KOLEKCJONERACH ANGIELSKICH,
FRANCUSKICH I AMERYKAŃSKICH
czyli o nieco odmiennych priorytetach
J. Jakubowski, 5.XI.2025

W erudycyjnych, utkanych cytatami esejach ('The Anatomy of Bibliomania', [1950]) Holbrook Jackson przeciwstawił francuskich kolekcjonerów książek bibliofilom angielskim, tym ostatnim przyznając oczywiście nieco wyższą rangę. Barwnie zarysowane i skonfrontowane odmienne style kształtowania księgozbiorów, występują właściwie pośród każdej nacji. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że gdyby na bezludną wyspę ocean wyrzucił dowolną grupkę owładniętych książkową manią ocaleńców, a wraz z nimi skrzynię z książkowym skarbem, szybko ujawniłby się ów 'anglosaski' i 'frankofoński' sposób konkurowania, gromadzenia i porządkowania ograniczonych zasobów. Jackson – nie kryjąc podszytej wielowiekowymi niesnaskami złośliwości – uznał potomków Dumasa i Balzaka za bezkrytycznych miłośników zewnętrznych książkowych powabów, bałwochwalczo wpatrzonych w uroki złoconych marokinów, pokrytych gęstym ornamentem safianów i ręcznie kaligrafowanych pergaminów. Co więcej, przypisał im niepohamowaną, niemal kompulsywną skłonność do "przeoprawiania", w wyniku którego zacne – choć skromne – biblioteki XVI–XVII wieku, ulegały w stuleciu XVIII i XIX-tym przymusowej estetyzacji, "wtłaczane" (dosłownie i w przenośni) w bogate floratury, wypełniające pola nowo wykonanych grzbietów i lusterka przesadnie ozdobnych lic.

Dla takich kolekcjonerów książka szybko stawała się 'un objet de mode et de luxe'. Choć potrafili zgromadzić pokaźne biblioteki, na zawsze pozostawali 'dilettanti', którym niezdrowo zacierała się różnica pomiędzy kolejnym woluminem a nowym szezlongiem czy komfortową otomaną... Łatwo zgadnąć, że przeciwstawiono im "bibliofilów prawdziwych", spadkobierców tradycji Sir Thomasa Bodleya i Sir Isaaca Newtona, który tak podsumowywał własne inklinacje: "My sport is book-hunting. I look upon it as a game, a game requiring skill, some money, and luck", i którego życie upłynęło na poszukiwaniu książek ważnych, mądrych i przełomowych, również takich, których grzbiety nie lśniły złotym blaskiem. Próbując wyjść poza wąską, europocentryczną perspektywę, Jackson poświęcił kilka uwag bibliofilom zza Atlantyku, i były to słowa cierpkie, a może nawet gorzkie. Tam właśnie, pośród buszujących po Wall Street amerykańskich 'white collars', dostrzegł ku własnej rozpaczy ekscentryczną grupę, której jedynym celem stawało się "purchase rare books as an investment, believing that such treasures will always sell at a premium, even when the market is tumbling and Wall Street is in a panic". Diagnozy Jacksona – choć miejscami narażone na zarzut jednostronności i ryzykownego żonglowania repertuarem uproszczonych klisz – posiadają pewien deskryptywny walor, którego trudno im odmówić. Jak w soczewce skupiają prawdę o źródłach różnorodnych motywacji, poprzedzających ludzkie akty wyboru, indywidualne decyzje i sposoby ich realizacji. Z przenikliwością, wywiedzioną z doświadczeń własnych, setek rozmów z posiadaczami fascynujących bibliotek, a także z tysięcy uważnych lektur, dotyczących bibliotek już nie istniejących, odtwarzają mentalny i emocjonalny świat bibliofilów, świat tak różnorodny, jak różnorodne były księgozbiory, które z oddaniem tworzyli.
A Ty, Czytelniczko / Czytelniku, jakim bibliofilem jesteś?
"Amerykaninem w Paryżu"...
czy członkiem "Klubu Pickwicka"?
a może jedno wcale nie wyklucza drugiego...?
BIBLIOTHECA HISTORIA MUNDI
A Ty, Czytelniczko / Czytelniku, jakim bibliofilem jesteś?
"Amerykaninem w Paryżu"...
czy członkiem "Klubu Pickwicka"?
a może jedno wcale nie wyklucza drugiego...?
BIBLIOTHECA HISTORIA MUNDI