Cz.II: 'WAWRZYNY' czyli
podróże bibliofila –
z Orłowiczem po Mazurach i Warmii
Wawrzyniec Stopa, 15.VIII.2026

PEREGRYNACJE WARMIŃSKO-MAZURSKIE
Nie ma lepszej metody poznania kraju niż wyprawa rowerowa. Podczas tegorocznych wakacji, po leniwym tygodniu spędzonym nad Morzem Śródziemnym z gwarantowaną pogodą i pysznymi owocami morza, odbyłem fantastyczną podróż w grupie ok. 60 osób (kilkanaście rodzin) z Giżycka do Olsztyna – na rowerach z sakwami.
Pogoda wprawdzie nas nie rozpieszczała, ale dobry humor i urok Mazur oraz Warmii sprawiły, że wyjazd należy zaliczyć do udanych. Trasa Giżycko–Węgorzewo–Ryn–Mrągowo–Ruciane-Nida–Babięty–Pasym–Purda–Olsztyn (270 km) była bardzo ciekawa.


Z ORŁOWICZEM PO "MAZURACH PRUSKICH I WARMJI"
Niezwykle pomocnym okazał się dawno temu złowiony na aukcji „Ilustrowany Przewodnik po Mazurach Pruskich i Warmji” (1923), autorstwa nestora polskiej turystyki Mieczysława Orłowicza.
Bardzo lubię „Orłowiczów” za język, solidne opisy architektury, kontekst kulturowy, etniczny i polityczny oraz historyczny, a także za liczne informacje praktyczne z epoki. Wszystko to czyni serię przewodników wyjątkowo interesującą.
„Przewodnik po Mazurach i Warmji” został ukończony w 1922 r., po przegranym przez Polskę plebiscycie. Mazury i Warmia pozostały w Niemczech. Orłowicz podaje naturalnie powody niekorzystnego dla Rzeczypospolitej rezultatu (represje administracyjne Niemców, fatalny obrót spraw na froncie wojny z bolszewikami), lecz przemilcza istotny wpływ słabej świadomości narodowej Mazurów i Warmiaków, którzy niespecjalnie czuli się Polakami. Znajomość niemieckiego – jak podaje – kluczowa jest w miastach, urzędach pocztowych, hotelach i restauracjach, język polski natomiast wystarcza jedynie na wsiach. Generalnie narracja Orłowicza jest bardzo narodowa, z dużą rezerwą w stosunku do Niemców i niechęcią do Żydów, których akurat w tym regionie było wówczas jak na lekarstwo.
Czasami rezerwa autora przybiera humorystyczny wymiar, jak w komentarzu dot. jakości kawy. Orłowicz pisze, że „kawiarnie jak wszędzie w Niemczech fatalne, a kawa zła”. Radzi zamawiać ‘Verkeehrter Kafee’ czyli ‘kawę pomyloną’, z dużą ilością mleka, powiedzielibyśmy dzisiaj ‘Latte’ :–)
Należy ostrożnie podchodzić do statystyk narodowościowych, prezentowanych w przewodniku, ponieważ Orłowicz ochoczo podaje dane Romera, które zawyżają odsetek ludności polskiej. Pomimo pewnej tendencyjności, lektura jest nad wyraz ciekawa. Rysuje się z niej obraz zamożnych i zadbanych Mazur i Warmii, z licznymi stylowymi kurortami, z czystymi i nowoczesnymi miastami, z piękną i funkcjonalną zabudową.
Co z tego pozostało? Zasadniczo niewiele, choć dla przykładu w Mrągowie (Sensburg) zaskakująco sporo. Często czuć podziw dla dawnych cywilizacyjnych osiągnięć Niemców… Nie ma już naturalnie pięknego Angerburga vel Węgorzewa, w to miejsce straszą socjalistyczne bloki, niczym memento XX stulecia. Nie ma Lötzen (Lec) vel Giżycka z reprezentacyjnymi ulicami (nazwa Giżycko pochodzi od Gustawa Gizewiusza – polskiego działacza społeczno-narodowego i pastora ewangelickiego). Nie wszędzie jednak pozostał obraz miejscowości, które uległy zagładzie. Pasym (Passenheim) zachował tkankę starego miasta i dawny charakter urbanistyczny, dość wspomnieć o znakomitych kościołach (vide przepiękny ewangelicki kościół gotycki w Pasymiu).

Byłem przekonany, że zniszczenia miast powstały w czasie działań wojennych. Nic bardziej mylnego. Większość uległa zagładzie od stycznia do maja 1945 roku, w czasie gdy administracja był w rękach sowietów, którzy metodycznie niszczyli unikalną zabudowę historyczną, paląc i plądrując kamienicę po kamienicy...
Piękno krajobrazu oraz wszędzie widoczne pozostałości typowej dla północnych Niemiec architektury nie pozwoliły mi zapomnieć o najnowszej historii tych ziem i dramacie rdzennych mieszkańców, których praktycznie już nie ma. Dziwne uczucie.
Olsztyn z pieczołowicie odremontowanymi resztkami dawnej zabudowy zrobił na mnie bardzo korzystne wrażenie. Zaskakujące jest to, że udało się wynegocjować u sowietów zachowanie przed dewastacją olsztyńskich świątyń oraz zamku. Sporo jest również starych willi i okazałych gmachów użyteczności publicznej z tamtej epoki.
Moim ulubionym zajęciem stało się robienie zdjęć, podobnych do fotografii zamieszczonych u Orłowicza. Nie ma ich w przewodniku zbyt wiele, ponieważ autor nie mógł być wszędzie ze względów politycznych. Pod tym względem przewodnik jest „ilustrowany” nieco na wyrost… Z pewnością lektura „Ilustrowanego Przewodnika po Mazurach Pruskich i Warmj” nadała wyprawie trochę metafizycznego charakteru „podróży do przeszłości”.
Warto również wspomnieć, że pozycja jest bardzo rzadka, poza „Przewodnikiem po Woj. Białostockim” należy do najrzadszych pośród „Orłowiczów“.
Piękno krajobrazu oraz wszędzie widoczne pozostałości typowej dla północnych Niemiec architektury nie pozwoliły mi zapomnieć o najnowszej historii tych ziem i dramacie rdzennych mieszkańców, których praktycznie już nie ma. Dziwne uczucie.
Olsztyn z pieczołowicie odremontowanymi resztkami dawnej zabudowy zrobił na mnie bardzo korzystne wrażenie. Zaskakujące jest to, że udało się wynegocjować u sowietów zachowanie przed dewastacją olsztyńskich świątyń oraz zamku. Sporo jest również starych willi i okazałych gmachów użyteczności publicznej z tamtej epoki.
Moim ulubionym zajęciem stało się robienie zdjęć, podobnych do fotografii zamieszczonych u Orłowicza. Nie ma ich w przewodniku zbyt wiele, ponieważ autor nie mógł być wszędzie ze względów politycznych. Pod tym względem przewodnik jest „ilustrowany” nieco na wyrost… Z pewnością lektura „Ilustrowanego Przewodnika po Mazurach Pruskich i Warmj” nadała wyprawie trochę metafizycznego charakteru „podróży do przeszłości”.
Warto również wspomnieć, że pozycja jest bardzo rzadka, poza „Przewodnikiem po Woj. Białostockim” należy do najrzadszych pośród „Orłowiczów“.



